Newsflash
Home arrow Wydarzenia arrow Wiadomości arrow Jurmala (cz. III). Druga degustacja
Jurmala (cz. III). Druga degustacja
Nadesłał Jurek   
środa, 22 listopad 2006

W piątek, 10 listopada, podczas konferencji w Jurmale odbyła się druga degustacja win ze strefy „cool climate”.

To było prawdziwe „pospolite ruszenie”, ponieważ swoje trunki mógł zaprezentować każdy uczestnik. W rezultacie na stołach pojawiło się kilkanaście, a może nawet ponad dwadzieścia win z całego północnego świata. Obok pięknych butelek ze w pełni profesjonalnych piwnic, znalazły się wyroby czysto amatorskie, czasem nawet w plastikowych butelkach po napojach (sic!). Niestety, zdarzało się dość częsco, że  winiarze nie docenili liczby uczestników spotkania (ponad 70!) i wystawili zbyt skromną ilość swoich wyrobów. Z tego powodu kilku ciekawych i ważnych win, jak na przykład kanadyjskiego Vidal Blanc, nie zdążyłem  spróbować. Cóż, kto pierwszy, ten lepszy, ale przecież win nie da się degustować na chybcika...

Atmosfera na sali była bardzo sympatyczna, choć widać było, że niektórzy winiarze z tremą oczekiwali reakcji degustujących. Większość obecnych po prostu próbowała, nie udając znawców, ale kilkanaście osób podchodziło do sprawy poważnie, skrzętnie notując swe wrażenia. Chcę podkreślić, że i moja ocena jest wybitnie subiektywna, ponieważ nie jestem zawodowym degustatorem.  Kierowałem się przede wszystkim sprawdzaniem przydatności poszczególnych odmian lub ich kupaży do uprawy w warunkach surowego północnego klimatu i tylko wina istotne z tego punktu widzenia zostaną opisane poniżej.

 
Na pierwszy ogień trafił różowy Frontenac 2005 Alaina Breault z Quebecu. Wino było kolejnym dowodem wielkiej skromności tego znakomitego winogrodnika i winiarza. Próżno szukać na etykiecie nazwiska Alaina, piwnica (Vignoble Artisants du terroir)  nazywa się inaczej niż  jego (największa w Kanadzie) szkółka winorośli.  Tylko ktoś szczególnie dociekliwy odkryje fakt, że oba przedsiębiorstwa mają dokładnie ten sam adres w St-Paul d’Abbotsford! Wino skrzy się żywą różową barwą, jest krystalicznie czyste. Mimo że było filtrowane, aromat jest intensywny, świeży, owocowy. Czuć lekkie nuty wiśniowe, gdzieś w tle śliwka. Alain stwierdził, że latem było lepsze i straciło już sporo owocowych akcentów. Zostało jednak całkiem sporo...  W ustach rześkie i przyjemne. Alkohol 12%, troszkę za niskie taniny, a i kwasowość mogłaby być nieco wyższa. To już jednak kwestia gustu. Jedno jest pewne: kanadyjski Frontenac niczym nie ustępuje zupełnie przyzwoitej jakości winom różowym z Włoch czy Francji. Na upalny letni dzień jak znalazł. Gdyby w czasie degustacji było trochę chłodniejsze, na pewno by jeszcze zyskało!

Zostajemy przy odmianie Frontenac, ale tym razem w wersji czerwonej, Les Enterprises Carone, Quebec, 2004. Wino o dość jasnym odcieniu, błyszczące, dojrzałe do picia. Aromat zdecydowany, przyjemny, owocowy. Niestety, mocno przytłumiony beczką z dębu amerykańskiego, w nosie wanilia. Także w ustach waniliowy posmak i dębowe taniny maskują charakter odmianowy. Taniny i kwasy zbalansowane, ale niezbyt silne. Alkohol 12,5%. Dość długie. Generalnie przyjemne, ale typowo nowoświatowe.

Pozostając za oceanem, przyjrzyjmy się Sabrevois 2005 z winnicy Toma Plochera w Minnesocie. Wino o głębokiej rubinowej barwie, ale z lekką brązową obwódką, wskazującą na pewne utlenienie. Aromat owocowy, jednak przebija się przezeń leciutka nuta wędzonego mięsa. Troszkę dziwaczna w winie... To niestety specyfika odmiany. Czuć też aromaty charakterystyczne dla Vitis riparia. Taniny, kwasy i alkohol (12%) dobrze zbalansowane. Wino jednak niezbyt długie.

Gołubok 2005, to kolejne wino Toma. Bardzo ciemne, z fioletową nutką. Aromat dość silny, czuć rzeczywiście czarną porzeczkę, ale i jakieś trudne do zdefiniowania, nieco nieprzychylne tony. Bardzo ekstraktywne, taniny dojrzałe i łagodne, podciągnięte dębem, kwasowość mogłaby być wyższa. W sumie wino przyjemne, dobrze zrobione, choć bez ambicji do jakiejś nadzwyczajnej jakości.

Czas najwyższy zmienić kontynent i wrócić do Starego Świata. Bohdan Pawlij z Ukrainy wystawił swój biały wytrawny Muskat 2002 z winnicy Winniki. Jest to kupaż odmian GF (Gibridnaja Forma) 89-3 i Sława. Wino przejrzyste, bardzo jasne. Aromat muszkatowy delikatny, nie nachalny, wręcz elegancki. W ustach przyjemne, kwasowość żywa, dość długie. Wydaje się, że GF 89-3 ma dużą przyszłość wśród muskatów.

Inne wino Bohdana, Beta, nosi niestety wszystkie negatywne cechy owej odmiany. Tak w nosie, jak i w ustach czuć tylko labruskę i nic więcej.  Nie do zaakceptowania.

Podobne lisie aromaty czuć w kupażu Zilga – Hasansky Sladky 2005 Gvido Dobelisa z Łotwy. Kolor blady, prawie różowy. W nosie dzikie, nieco utlenione. W ustach dominuje alkohol.

Inne wino Gvido, Zilga 2002 ma kolor nieco ciemniejszy, ale wciąż jasnoczerwony. Aromat słabszy, labruska mniej wyczuwalna. Za wysoki alkohol.

Andris Dišlers wystawił między innymi Smuglijankę z 2002 roku. Kolor lekko fioletowy, aromat niezbyt silny. W tle niestety czuć lekkie tony labruski. Kwasowość dość żywa. Jak na surowe warunki łotewskie, może być.

 
Prócz omówionych powyżej, autor próbował jeszcze kilku innych win, często anonimowych. Wiele nosiło ślady błędów technologicznych, uniemożliwiających ocenę odmiany. W niektórych wypadkach winiarze decydowali się na dość szalone eksperymenty, niemożliwe do zaakceptowania, jak rozcieńczanie moszczu wodą w celu obniżenia kwasowości lub uzyskania różowej barwy z czerwonych winogron, czy niedozwolone kupażowanie odmian białych z czerwonymi. Trzeba jednak do tych prób podejść życzliwie. Wielu uczestników konferencji jest bowiem bardziej winogrodnikami niż winiarzami. Dodatkowo część z nich żyje w izolacji, w krajach bez tradycji winiarskich i nie ma skąd zdobyć wiadomości o winifikacji. Imają się więc receptur stosowanych przy wytwarzaniu win owocowych. Miejmy nadzieję, że kontakty międzynarodowe i wymiana doświadczeń, poparte szczerym zapałem i wielką determinacją w dążeniu do wiedzy,  w najbliższych latach zmienią tą sytuację na lepsze.

 
Na koniec warto podsumować zdobyte podczas obu degustacji na kongresie w Jurmale informacje o przydatności niektórych odmian do wyrobu wina w strefie „cool climate”.
Wśród czerwonych Rondo bije wszystkie inne na głowę. Doskonale prezentuje się też Frontenac, na pewno zasługuje na upowszechnienie, tym bardziej że jest mrozoodporny, ale trzeba wziąć pod uwagę średnio-wczesny (według niektórych źródeł nawet średnio-późny) okres dojrzewania tej odmiany. Gorzej nieco wypadł Sabrevois.  Gołubok nie jest zły, ale przy podobnych parametrach mrozoodporności i dojrzewania zdecydowanie lepiej postawić na Rondo. Z ekstremalnie wczesnych i mrozoodpornych, Hasansky Sladky sprawdziło się w wersji półwęglanowej, z nie do końca dojrzałych owoców. Ta technologia skutecznie zapobiega rozwojowi lisich aromatów, zauważalnych w klasycznie wytwarzanym winie z tej odmiany.
Wśród białych najlepsze były wczesne vinifery, Magdalenka Andegaweńska i Chrupka Złota (było z niej jedno wino, bynajmniej nie ze strefy „cool climate”, bo szwajcarski Fendant!), ale w kupażach (nawet z hybrydami), wzbogacających ich płaskawy smak. Dobrze prezentuje się muskat GF 89-3.
Nie było okazji spróbować win z tych odmian, ale polegając na opinii winiarzy z Kanady, świetny jest też całkowicie mrozoodporny i wczesny muskat ES 8-2-43 (autor sprawdzi go w przyszłym roku). Z kolei cała Skandynawia sadzi na potęgę Solaris, twierdząc, że to absolutnie najlepsza odmiana na białe wino w strefie chłodnego klimatu. Nazywają ją nawet "Chardonnay Północy"!

 
Trzeba docenić wysiłki winogrodników ze strefy "cool climate", poszukujących odmian dojrzewających w ekstremalnych warunkach. Żadna jednak z krzyżówek z większą domieszką genów Vitis labrusca nie wzbudziła mojego zachwytu. Nie jest to bynajmniej snobizm ani uprzedzenie do nutki „foxy” w winie. To po prostu nie jest akceptowalne dla europejskiego miłośnika win. Oczywiście rozumiem determinację w poszukiwaniu odmiany wystarczająco wczesnej (na Łotwie czy tym bardziej w Estonii nawet Rondo nie dojrzeje!) i do tego odpowiednio mrozoodpornej.  Nie jest jednak wykluczone, że na zasadzie „białego kruka” łotewskie wina z Zilgi, Sukribe czy Smuglijanki, będą kupować turyści. Balsam Ryski nie każdemu przecież smakuje, ale wywozi go niemal każdy obcokrajowiec odwiedzający Łotwę.  Liczy się przecież produkt regionalny!

Jerzy Siemaszko


Fot. 1. Początek degustacji.


Fot. 2. Sala szybko się zapełniła...


Fot. 3. Różowy Frontenac Alaina Breault.


Fot. 4. Kontrasty: finezyjne butelki po winie ze Skandynawii i plastikowa butla z rozcieńczanym wodą winem różowym.


Fot. 5. Tom Plocher (z lewej) przy swoim winie. Po prawej Gerhard Flick z Meklemburgii, Niemcy.

Ostatnia aktualizacja ( piątek, 26 październik 2007 )
< Poprzedni   Następny >

Mambo is Free Software released under the GNU/GPL License.
Mambo 4.5.5 PL powered by MamboPL.com Team